



Pewnie pomyślicie że już mi się całkiem w głowie pokręciło; kolczyki i księżyc ?
A jednak, właśnie tak a nie inaczej i wszystko z powodu pacjentki, która przyniosła mi cały woreczek pełen kordonka w przeróżnych kolorach,
Wiedząc że zajmuję się szyciem i

decoupagem, pewnie sobie pomyślała, że taki prezencik będzie w sam raz dla mnie. Ona, starsza pani, z cukrzycą, źle widzi, postanowiła rozstać się z jej "robótkowym światem" a mnie (zdaje się) wybrała sobie na spadkobierczynię jej cudów.
Bo już kilkakrotnie przynosiła; a to muline do haftu, to wełenkę do gobelinów, to jakieś tam przybory do szycia itp...A teraz czas przyszedł na ...kordonek :(
Dziewczyny, katastrofa, przecież ja oprócz łańcuszka nic innego zrobić nie potrafię. To dla mnie czarna magia i co teraz !!!
Jak się to mówi ; "Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby", więc grzecznie i z radościa (a jednak z wewnętrznym strachem i paniką) podziękowałam.
Zawsze chciałam się nauczyć szydełkować, ale zniechęcało mnie do tej pory to dodawanie oczek na początku każdego rzędu, w zależności od splotu i liczenie. Moje rzędy przeważnie się zmniejszają, po prostu gdzieś gubię oczka, nie wiedząc gdzie robię błąd. A już odczytywanie wzoru to chińszczyzna z hieroglifami zmięszana.
Kiedyś kupowałam sobie książki do nauki szydełkowania, w międzyczasie zebrał się całkiem pokaźny stosik tych to lektur, a ja, jak szydełkować nie umiałam - tak nie umiem.
Od trzech dni bawię się w te supełki, przeglądam wzory, rozgryzam te chinsko-arabskie kody, próbuję, pruję, rzucam mięsem w około i co...i nic.
Aż wczoraj wpadłam, na pomysł że przecież w XXI wieku mamy nasz "ukochany" internet a ja jak jakaś zacofana baba w książkach siedzę.
Wskoczyłam na "You Tube" i zaczęło się szukanie. Angielskojęzyczne, niemieckojęzyczne, po hiszpańsku (choć tego języka wcale nie znam ;) , chyba ze trzy godziny przesiedziałam przy laptopie i choć już mi cztery litery cierpły na krześle, nie poddałam się !
Z wielką dumą, z uśmiechem od ucha do ucha, z nosem tak wysoko że chyba Pana Boga w pięty łaskoczę, prezentuje efekty mojej pracy, moja "krwawizna", moje wypociny, przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
Wiem, wiem że te z Was, które szaleją z szydełkiem, marszcząc czoło pomyślą sobie "Co ta baba plecie (oprócz kordonka )?
A jednak, jestem w siódmym niebie, (tutaj właśnie znalazłam czubek mojego nosa ;) i choć wiem że do doskonałości jeszcze długa, bardzo długa droga, a moje kolczyki są nierówne i bardziej wymęczone niż plecione, to jednak duma mnie rozpiera.
Oto one, wymarzone, wymęczone, wypocone, wysiedziane przez pół nocy...ale moje pierwsze, samodzielnie zrobione kolczyki i wogóle to moja pierwsza praca szydełkowa :):):)
A za oknem, nad ranem, nawet księżyc wyglądał jak te moje kolczyki !