czwartek, 1 marca 2012

A u nas wiosna...




Temperatura dzisiejsza była już prawdziwie wiosenna, termometry wskazywały + 15°C, a termometr przy oknie, na który bezpośrednio świeci słońce doszedł aż do +25°C.
Przez te ostatnie, długotrwałe mrozy, to już zapomniałam jak dobrze takie temperatury i trochę słoneczka, na człowieka działają :)
Dzisiaj, z racji wspaniałej pogody, prezentuję Wam Tilde w wiosennym stylu.to tzw. "Angel with Bird", co akurat u mojej się nie zgadza, ale niech będzie za to "Angel with Flower"...a kwiatuszek pochodzi z mojego wczorajszego, pożegnalnego bukietu, który dostałam w pracy...
Jak będę na tyle dobra, że uznam iż moje anioły zaczynają mi się naprawdę podobać i są takie jakie sobie wymarzyłam, to wtedy zamiast takich dodatków, moje panny będą nosiły prawdziwe charmsowe zawieszki - jak narazie trzeba czekać cierpliwie, uczyć się dalej, zbierać pomysły i mieć nadzieję że kiedyś zaspokoję własne ambicje ...Pozdrawiam

środa, 29 lutego 2012

Raz na wozie - raz pod wozem...

Tak to już w życiu bywa. Raz deszcz, raz słońce. To znowu jak to na zachodzie mówią "chleb z cukrem albo bicz".
A więc u mnie właśnie tak teraz jest. Jedno przeplata drugie i na odwrót...

Niedawno Alicja wygrała Candy zorganizowane przez naszą Violetkę. Dostała niedawno przesyłkę z jej wygraną i wiecie co..... otóż Violetka zabawiła się w detektywa i dowiedziała się że mieszkamy w jednym mieście, nawet w tej samej dzielnicy i korzystając z okazji, dołożyła do paczki, prezenciki również dla mnie.
Ni stąd ni z owąd dostałam wygraną bez wygrywania - to się właśnie nazywa " w czepku urodzona "!
Od Violetki dla mnie : kapelusik na szpileczki czy igły, śnieżynka chyba robiona na szydełku - a że ja, to zupełne szydełkowe beztalencie jestem, to nawet poznać nie potrafię ( amoże to jest frywolitka ?) ale za to ślicznie wykonana... No i to, co u Violi kocham i podziwiam najbardziej - Camee - jest prześliczna! Violu kłaniam się niziutko, do samej ziemi i dziękuję Ci serdecznie za wszystko...
To na plus czyli jestem "na wozie"




Dzisiaj miałam mój ostatni dzień pracy, po 9 - ciu latach u mojego lekarza. Kryzys i nas, czyli służbę zdrowia dosięgnął. Od jutra jestem kobietą pracującą (dom i rodzina) bez pracy, czyli bezrobotną :(
To na minus - pod wozem...

A że do trzech razy sztuka, to Wam jeszcze powiem, że moja Alicja , wpadła dzisiaj do mnie, do pracy i przyniosła mi cały ładunek ślicznych; koralików, guziczków i cudo-zawieszek. Na które dłuuuugo czekała, ale i te w końcu "doszły...
Aluś, wielkie dzięki za poprawienie mi humoru, Ty to na każdą pogodę i na każdy frasunek dobra jesteś :)
I znowu na plus, czyli na wozie...hehehe...więc i tak 2 : 1 dla mnie :)
Pozdrawiam was dziewczyny, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, będę teraz miała więcej czasu dla mojej, bardzo osamotnionej maszyny do szycia i na inne, kreatywne poczynania :)

niedziela, 26 lutego 2012

Ulegam moim słabościom...nawet przy pracy




Każdy ma swoje słabości i zamiłowania. Ja jestem wielbicielką wszelkich szytych lalek i misiaczków wszelkiej maści jak i różnych tekstylnych dodatków dla naszych milusińskich. Ale najbardziej, jak do tej pory, urzeka mnie "księżniczka na ziarnku grochu". Więc tym razem kolejna moja naj...naj...naj... w deseniu groszkowo-kropeczkowym, z "lalą przytulanką" ,wymiętoszoną, jak to na ukochaną zabawkę przystało...
Ostatnio szyję, maluję, haftuję i łapię wszystkie, przysłowiowe sroki za ogon, pewnie dlatego wszystko zaczęte a nic nie skończone...ale robi się ! A poza tym kiedy mam trochę wolnego czasu, to wędruję po Waszych blogach zamiast pilnie pracować - ale ja to nazywam "uskrzydlaniem się", a to przecież równie ważne jak i sama praca :)
Miłej, spokojnej i "tfórczej" niedzieli Wam życzę i do następnego razu...pa,pa

P.S. Pogoda pod psem czyli śnieg z deszczem, zdjęcia niestety też takie-przepraszam.

czwartek, 16 lutego 2012

Czyżby jesień...nie, to tylko Tilda





Od dawna podobała mi się ta właśnie Tilda, najbardziej, ze względu na ten jej płaszczyk i superpatentowe buty. Nosiłam się od roku z zamiarem jej uszycia i wreszcie - jest :)
Trochę tych detali i szczegółow było do zrobienia, więc "bawiłam się" z nią dłużej niż z jej "koleżankami". Mam nadzieję że i Wam przypadnie do gustu :)


Dodatkowo muszę się pochwalić moją najnowszą dostawą materiałków. Wszystkie są takie jakie widziałam w internetowym katalogu, tylko ta zielona krateczka była jakaś delikatniejsza, a ta którą dostałam "wali po oczach", no ale przynajmniej wiem że... idzie wiosna :)
Materiałku nie wyrzucę, znajde i dla niego jakieś przeznaczenie, ot, choćby na lamówki albo zielone serwetki , zamiast trawki, do wielkanocnyhc koszyczków...
Nadmienię jeszcze tylko, że i przed moimi drzwiami choroba się nie zatrzymała, przeziębiłam lekką grypę i dostałam bronchitu, temperaturę i zapalenia zatok, a więc antybiotyki, syropy i kropelki są na porządku dziennym...choć już mi trochę lepiej...pozdrawiam Was i do nastęnego razu:)

niedziela, 5 lutego 2012

Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny...:)


I to jest prawda, to jest fakt....

Tego posta chciałabym zacząć od podziękowań dla Yrsy , która zrobiła mi przeuroczą niespodziankę. Taką z prawdziwego zdarzenia, o której nie miałam żadnego pojęcia a to co przysłała jest po prostu fantastyczne. Fantystyczna jest również telepatia, z jaką odczytała moje upodobania i myśli.
Otóż, pewnego pięknego dnia, otrzymałam zawiadomienie z którym pobiegłam na pocztę, już wiedziałam "co się święci" bo był podany adresat. W domu, niecierpliwie (to moja wada;) otworzyłam przesyłke i moim oczom ukazała się pięknie, w celofanowym woreczku zapakowana właśnie ta oto torebka. Kiedy otworzyłam, musiałam sobie dosłownie usiąść.
W tej niesamowicie dokładnie, no już chyba można w tym wypadku powiedzieć, że z namaszczeniem wykonanej torebce ( która ma w środku niezliczone przegródki i zakamarki) w każdej przegródce było coś innego ukryte. Na środku, w osobnym woreczku, leżały zapakowane ręcznie robione skarpetki w kolorze kremowym, a przy nich suszone owoce anyżu, więc jak otwarłam to zapach roztoczył się po całym pokoju a i skarpetki tak pachniały :) W następnej kieszonce, były serwetki do decoupagu, jeszcze w innej czekolada obok w następnej druga. A i w tej przegródce z zameczkiem, ukrywały się dwa czekoladowe batoniki...
Sama jednak torebka, została bohaterką tego posta i to właśnie dzięki Yrsie i jej torebce powstał ten post i ten temat.
O telepatii napisałam dlatego, bo kilka tygodni wcześniej dostałam pod choinke szary beret z rękawiczkami i szalikiem a końcem grudnia kupiłam sobie srebrno-popielate botki. A jeszcze wcześniej, będąc w Polsce mąż zrobił mi prezent i kupił płaszczyk do którego wszystko idealnie pasuje. I przyznam się, że jak dotąd to nigdy nie przepadałam za szarym kolorem, ale od pewnego czasu, po prostu nie mogę się bez niego obejść - stąd ta telepatyczna myśl :)
Wchodząc w drugą część tematu i nawiązując do tytułu posta, muszę koniecznie napisać Wam o tym, jak wspaniale jest uszyta ta torebka. Nie ma jednej zbędnej niteczki, jednej zakładki w środku, nie ma żadnych "krzywych szwów" itd...to jest po prostu "Fantazja" i prawdziwy odlot :), co stwierdziły nawet koleżanki szyjące od lat. A moja koleżanka w pracy to nawet wierzyć nie chciała że to jest ręczna robota, bo coś takiego to mogą tylko uszyć specjalne maszyny , jak stwierdziła...
No i tutaj otwiera się następny temat.
Mieszkam 30 lat za granicą, co prawda niedaleko, bo tylko w Austrii, ale jednak. Przeżyłam wiele, widziałam jeszcze więcej i muszę stwierdzić z wielką radością że Polki są wyjątkowe !!!
Zawsze dobrze i ciekawie ubrane, co nie musi się równać z " drogo i markowo", bo wiem że dużo naszych dziewcząt ubiera się w ciucholandach i tylko swojej urodzie i wyczuciu szyku i piękna zawdzięczają swój wygląd.
Mam znajome, rodowite austryjaczki, które jak zobaczą ładną i dobrze ubraną kobietę to zaraz mówią że to napewno Polka, bo słyniemy z urody - to prawda, więc dlaczego mam być skromna ;) I właśnie ze sposobu ubierania się.
A ja, będąc już trzeci rok na blogu i odwiedzając Wasze, stwierdziłam że "polskie dziewczyny" to po prostu niesamowicie utalentowane kobietki. Owszem, wszędzie, w każdym kraju są takie kobiety, ale taką ogromną różnorodność talentów i zainteresowań znalazłam tylko na polskich blogach. A już doskonałość z jaką wykonują swoje prace, graniczy z cudem.
Nie będę wymieniała tu żadnych imion czy tytułów blogów, dużo razy coś zamawiałam, coś dostałam ot tak sobie, coś na wymiankę i za każdym razem przychodzi mi do głowy ta sama myśl - o tym trzeba napisać !
Bo zupełnie obojętnie czy chodzi tutaj o ; szycie, haftowanie, decoupage,odnawianie mebli, szydełko, druty, frywolitkę, biżuterię itd...itp...Wszystkie prace są naprawdę godne podziwu .
Widzę przecież na zdjęciach jak żyje wiele z Was, że macie rodziny, domy, prace zawodową, niektóre borykacie się z chorobami czy innymi problemami, mieszkacie na obczyźnie ( bo takie jest życie) a mimo to zawsze jeszcze znajdujecie czas i ogromną cierpliwość na Wasze robótkowanie, a dokładność i perfekcjonizm z jakimi to robicie, graniczy z wyżej już wspomnianym "namaszczeniem"...
Mieszkamy "różnie", czy to w kraju czy za granicą. Jedne w nowoczesnych mieszkaniach, czy wygodnych domach z ogrodem, inne w małych sublokatorskich mieszkankach. Jedne stać na nowe, modne meble, inne cały swój "dobytek" kryją w zużytych mebelkach z rodowodem z lat 80 tych, które stanowią cały inwentarz ich skromnych i ciasnych mieszkanek. Obojętnie czy pochodzimy z rodzin inteligenckich czy robotniczych, czy jesteśmy po studiach czy po szkole zawodowej, a czasami tylko podstawowej, mamy jedną wspólną cechę - niesamowitą dbałość o rodzinę, dzieci, o czystość o drobnostki, które upiększają nie zawsze lekkie życie i łagodzą codzienne odcienie szarości całego otoczenia.
Na stole jest zawsze obrusik, w oknach czyściutkie firanki, na parapecie kwiaty, a w zużytych mebelkach pysznią się swoją świetnością koronkowe serwetki. Regały są pełne książek o szerokiej tematyce a domowe, pyszne ciacho i kawę dostaję podaną na cudownej porcelanie, która udało się właścicielce nabyć za grosze na pchlim targu. Często na książki wydaje się prawie że ostatni, ciężko zaoszczędzony grosik a grożąca nam wielką pustką kieszeń, nie powtrzymuje od kupienia np.kawałka niespotykanego materiału, z którego powstanie nowe "cudo. Nawet do mężowskich koszul podchodzimy ze szczególnym spojrzeniem, no bo chociaż już powoli kołnierzyk i mankiety zaczynają się przecierać, to koszula ma ciekawy deseń, a to dla nas kapitał i pole do popisu. Dookoła domowym sposobem ozdobione mieszkanie, szyte poduchy, podkładki, zasłonki i inne ozdoby i ten wspaniały nastrój polskiego domu, którego za żadne pieniądze kupić się nie da, bo jego trzeba poprostu stworzyć, a żeby umieć go stworzyć to trzeba go przed tym wyssać z mlekiem matki i samemu jako dziecko doświadczyć...

Jestem dumna że jestem Polką, jestem dumna kiedy widzę zdziwione twarze moich zagranicznych znajomych, kiedy słyszę ciągle to samo pytanie : "czy to też zrobione ręcznie przez Twoje rodaczki?".
Dziękuję Wam dziewczyny, dziękuję że codziennie dajecie mi powód do dumy i do tego żeby zawsze głowę nosić wysoko.... :) "Tak trzymać!"

środa, 1 lutego 2012

Jeszcze nie wiosna, a ja mam gniazdko :)





Tak się to tutaj, w Wiedniu nazywa. Nie mam pojęcia jak mówi się na coś takiego w Polsce. Gniazdko, czyli pikowana osłonka do łóżeczka dla niemowlaka.
Można je kupić prawie wszędzie, w sklepach z artykułami dziecięcymi, oczywiście w tym wypadku trzeba kupować to, co oferuje handel. I chociaż wybór jest naprawdę duży, to jednak na indywidualne upodobania przyszłych rodziców, raczej nie zwraca się uwagi.
Znajoma zamówiła więc u mnie takowe "gniazdko" a do tego pasującą kieszonkę , którą przywiązuje się na zewnątrz łóżeczka. Czyli, w środku gniazdko, które chroni przed zimnym powietrzem czy nadmiarem światła oraz twardymi, drewnianymi szczebelkami . Na zewnątrz kieszonka na przeróżne drobnostki, które dobrze mieć zawsze pod ręką ( u mnie tą rolę spełniają ciepłe, zimowe skarpetki :)
Cały komplet miał być w różnych kolorach, z niewielką tylko ilością "różu", którego przyszła mama raczej nie lubi. No i najważniejsze (oczywiście oprócz noworodka, który ma się urodzić końcem lutego) to SOWY . Przyszła mama jest podobno zakochana w tych ptakach, myślę że to dobry omen dla bobasa, bo Sowa to przecież znak mądrości :)
Gniazdko zdobi więc "sowia rodzinka, a sowa kieszonka dostała również swoje maleństwo, żeby jej smutno nie było :)
Po raz pierwszy pracowałam z lamówką, nigdy jeszcze, niczego nie obszywałam. Lamówka przy gniazdku, mojej roboty, a ta przy sowiej kieszonce to kupiona, bo ze skosu, żeby na zakrętach i okrągłościach się nie marszczyła...
A teraz trzymajcie kciuki, żeby obu paniom się spodobało a maluszkowi dobrze służyło. Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło, do następnego razu !

czwartek, 26 stycznia 2012

Po dłuższej przerwie...





Zjawiam się ponownie. Ostatnio jakoś brakowało mi czasu na na blogowanie i choć miałam ( i mam) pełne ręce roboty, to niekoniecznie jest co pokazać. To domowe zajęcia absorbują cała moją uwagę, jakoś brakuje mi na wszystko czasu. Mam też kilka zamówień nad którymi "ślęczę" od kilku dni . Dzisiaj skończyłam pierwsze, poduszkę dla noworodka, chłopczyka, którego rodzice pilotują mały, prywatny samolot, a więc trzeba było do tego tematu jakoś nawiązać.
Zeby nie było nudno, doszyłam jeszcze małego misia do kompletu. Miśka można oczywiście "odmontować" wg.uznania i potrzeb.
Poduszka trafiła już do klientki i bardzo się spodobała. Tak bardzo, że następne zamówienie zostało u mnie zdeponowane :) I choć kiepsko z czasem i stres doskwiera, to najlepszą zapłatą za moją pracę, sa właśnie słowa uznania oraz "ochy i achy" moich klientek .

piątek, 30 grudnia 2011

Pytanie i prosba...


















Prosze Was o pomoc w sprawie przerobki mebli, a raczej w sprawie przemalowania mebli .

Mam witryne i komode w kolorze mahoniowym, meble te niestety nie sa z litego drewna tylko z plyty (mimo wszystko, sa utrzymane w ciekawym klasycznym stylu ).

Chcialabym jednak przemalowac je na jasny kolor np.; kremowy, bialy, blekit, oliwkowy...

Pytanie; Czy czerwono-brazowa farba mahoniu, nie bedzie przeswiecac przez jasny kolor farby?

Moze macie jakies rady i cenne wskazowki - jestem za kazda jedna wdzieczna :)


Pozdrawiam :)

Na zdjeciach udana proba przerobki mebli, o ciemnym kolorze.















czwartek, 29 grudnia 2011

Sylwestrowo - Noworocznie









Nie powiem zebym nie byla zadowolona ze "juz" po swietach i chyba kazda z Was mnie zrozumie.

Bo jakby na te dni nie patrzec, to i tak jak co roku, okazuje sie ze jestesmy zestresowane, brakuje nam czasu i o adwentowym spokoju mozemy tylko pomarzyc...

A przeciez ma byc inaczej, tylko jak to zrobic, kiedy ma sie rodzine, dom, prace ?

Kiedy trzeba zrobic zakupy, wysprzatac kazdy kat, ubrac choinke, przygotowac porcelane i obrusy, pochodzic chocby za drobnymi prezentami dla domownikow i gosci a kazdy swiateczny przysmak wymaga naszego drogocennego czasu i cierpliwosci.

Kiedys dziwilam sie obserwujac ludzi " z zachodu", jak moga wyjezdzac, nie stroic choinki, nie ganiac za prezentami, nie piec ciasteczek itd...


Teraz, po latach wigilijno-swiatecznych przygotowan dla calej rodziny, wiem ze maja racje i chyba w przyszlym roku tez sprobuje jak to jest. Sprobuje spakowac moja i meza walizke (dzieci sa duze, jesli beda mialy ochote to moga nam towarzyszyc, ale przymuszac nie bede nikogo), zamknac drzwi na klucz i udac sie w podroz gdzies tam, gdzie "diabel" mowi dobranoc.


Rano usiasc do przygotowanego sniadania , pozniej do obiadu, bez mycia garnkow, zmiany sztuccow, obrusow, nakryc...Pozniej wyjsc na spacer do pobliskiego, zasniezonego lasu, wieczorem poplywac w basenie z goraca woda, wziasc masaz, posluchac dobrej muzyki, poczytac ksiazke, pomarzyc z filizanka goracej czekolady w rece...

W Boze Narodzenie odwiedzic maly kosciolek, ktory przycupnal miedzy bialymi pagorkami i czuc cala soba, ze tak wlasnie powinna wygladac radosc z obchodzenia urodzin Chrystusa...


Wszystkiego dobrego na Nowy Rok Wam zycze :)


sobota, 17 grudnia 2011

Już jest :)


choinka, tak w tym roku wyjątkowo wcześnie. Ponieważ od jutra mam gości, dla których to coś nowego i raczej nieznany obyczaj, postanowiłam zrobić im niespodziankę i przywitać ich już choinką :)
Zdjęcia nie oddają ostatecznego efektu. Choinka ma 3.20 ze szpicem i jest bardzo szeroka. Oboje z mężem tęgo się dzisiaj napracowaliśmy żeby ją włożyć do stojaka, zabezpieczyć no i ustroić...Najważniejsze że wspólnymi siłami zamierzenie się udało :)

Ponieważ muszę zająć się gośćmi nie będę miała czasu żeby dodawać nowe posty na bloga. Tym więc akcentem żegnam się z Wami w tym roku, dziękując wszystkim za liczne odwiedziny.

Wesołych świąt Bożego Narodzenia, wszelkiej pomyślności, zdrowia oraz wzajemnego zrozumienia i miłości życzy Wam wszystkim, na te święta i na nadchodzący Nowy Rok ......... Sabina :)









wtorek, 13 grudnia 2011

Już prawie świątecznie































Prezent dla koleżanki, świąteczny wieniec w kolorach jej mieszkania, w kolorach, które lubi.

Owoc ozdobnej dyni butelkowej, przywiózł mój mąż z Macedonii. Stała sobie przez długi czas w kolorze orzecha, aż przyszło mi do głowy żeby coś z nią "zadziałać" i zadziałałam :)

Pozdrawiam już przedświątecznie zakręcona... :)










czwartek, 8 grudnia 2011

Kot z domu...myszy tańczą :)





Tak tytułuję mojego posta a to z tej przyczyny, że mąż dzisiaj wyjechał i wróci dopiero w sobotę wieczorem albo i nawet w niedzielę (to byłoby jeszcze lepsze ;)
A ja nareszcie mogę się zająć tym co lubię.
Zrobiłam więc dwa wianki świąteczne. Jeden dla syna (choć z niego to już żadne dziecko nie jest, ale sobie pomyślałam żeby kiedyś miał co powspominać, jak mu mama robiła śmieszne, dziecinne ozdoby a on się nie buntował i wszelkie moje pomysły znosił jak prawdziwy mężczyzna ). No więc znaleziony w sklepiku ze starociami misiaczek z choinką i ramka ( z tego samego źródła).
Drugi wieniec jest na drzwi wejściowe. Koło styropianowe, owinięte, rwaną na pasy białą bawełną. Zielona kokarda wykonana też z resztek materiału. Do tego małe ozdoby, które zbieram latami. Zawsze kiedy pacjenci przynoszą słodycze lub inne podarki, to często się zdarzy że na ozdobę jest dolożony jakiś mały, świąteczny akcent, a mnie w to graj. Nazbierałam dwa pudła po butach, więc jest w czym grzebać :)
Wiązanki z jemioły już wiszą przy oknach, bombki też już wybrałam. W tym roku będzie: kremowo, złoto, zielono (podobno zielony to teraz "in").
A ja chciałabym stworzyć nastrój dawnych świąt, gdzie królowała zieleń i tylko gdzie niegdzie coś błyszczało między gałązkami.
Poza tym będę miała gości. Przyjeżdża siostra mojego męża wraz z córką,zostaną do Trzech Króli, a że jest (tak jak i mój mąż) wyznania muzułmańskiego, to ten kolor właśnie dla nich wybrałam. Kolor zielony - to kolor proroka Mohameta. Tym samym chciałam znaleźć jakiś wspólny akcent...

Wam - spokojnego, owocnego i udanego weekendu życzę :)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

św. Mikołaj i Alicja z krainy czarów czyli mój świat baśni... .)










































Dzisiaj spotkałam Alicję z Krainy Czarów i św. Mikołaja. Dzisiaj żyję jak w transie, dzisiaj czuję się znowu dzieckiem...
Tak i tylko tak, mogę opisać ten dzisiejszy dzień.
A wszystko dlatego że "Alicja z Krainy Czarów (bo to z Tą Alicją tak bywa)
zabawiła się w św. Mikołaja. W czerwonej czapce na głowie, z ogromnym koszem pełnym cudów i smakołyków zapukała do moich drzwi.
Dziewczyny, po 30 latach bez Mikołajowych wizyt, ta zrobiła mi prawdziwą przyjemność. A jak pogłaskała moje "ego" (czy to znaczy że wreszcie potrafię być grzeczna ? ).
Alicja z Krainy Czarów, wyręczając naszego i tak już okrutnie zapracowanego Mikołaja, rzuciła się w wir pracy (jakby mało jej było tego co już i tak robi,) i naszyła dla mnie caluśki, pełniutki kosz, samych cudów.
Czego tam nie było ? Patchworkowy obrus na stół kuchenny (kuchnia w błękitach), dwustronne podkładki pod talerze, fartuszek kuchenny i do tego pikowane kapcioszki - a wszystko z niebieściutkimi pomponikami.
Dostałam zaparzacz do herbatki otulony w cieplutką patchworkową kołderkę, przy tym od razu doszyte, maleńkie ciasteczko na osłodę. Dostałam patchworkową rękawicę i kuchenne łapki (ozdobny misiaczek - wyhaftowany już na nowej maszynie ).
Sam koszyk jest wystrojony białą, bawełnianą tkaninką w niebieską kratkę a na zewnątrz ma przyszyte coś w rodzaju szaliczka "boa" oczywiście w przepięknym, eleganckim błękicie.
Koronacją wszystkiego jest wspaniała poduszka "Boutis", z romantycznymi wiązaniami w kokardki.
A wszystko tak cudownie wykończone, dokładnie, starannie, jak z najlepszego butiku...

Dziewczyny wzruszyłam się, bo nie zrobiłam nic, co czyniłoby mnie godną takich prezentów. A wiem że "Moja Alicja z Krainy Czarów" ma mnóstwo obowiązków i dużą rodzinę do obdarowania, więc dlaczego ja ?
Pewnie dlatego że mam więcej szczęścia niż rozumu i jak to moja mama twierdzi "jestem w czepku urodzona", a stare powiedzenie mówi " Nie trzeba być pięknym, ale szczęście trzeba mieć :) " !

Mikołajkowa Alicjo zKrainy Czarów - dziękuję z całego serca !

( Mój mąż cudzoziemiec, stwierdził, że Polki to naprawdę wszystko potrafią - Alicjo, to Twoja zasługa ;)

niedziela, 20 listopada 2011

Już niedługo - bal w Operze wiedeńskiej...






Szukając inspiracji na prezent świąteczny dla koleżanki z pracy (rodowitej austryjaczki), wpadłam na pomysł wykorzystania tego wszystkiego, co teraz tak modne, a właściwie zawsze modne, bo to przecież klasyka.
A więc: Vintage, Shabby, Secesja...
Uszyłam poduszkę z białego batystu, dla "zmęczonej damy" ( w razie migreny:), oczywiście zmęczonej po wizycie w teatrze na przedwieczornym przedstawieniu, nocnej zabawie na balu w operze i kilku kieliszkach szampana...do czego podkładki były "jak znalazł".
W komplecie było aż 10 sztuk, fajna sprawa ale robota...już nie taka fajna ;)

Mam nadzieję że ten styl przypadnie nie tylko Wam do gustu, ale przede wszystkim obdarowanej - choć tego dowiem się dopiero za miesiąc :)

Jak zwykle w ostatnim czasie, praca z przygodami. Jedna podkładka spłatała mi "złośliwego figla" i wydruk zaczął się oddzielać od drewna, więc zerwałam go, wyczyściłam podkładkę, dałam nowy wydruk. Pod nowym wydrukiem powstały bąbelki powietrza, których za skarby pozbyć się nie mogłam, co pozostało ? Zerwać, wyczyścić, na nowo klej, nowa dama na wydruku i wreszcie za trzecim razem się powiodło...ufff...
Uważajcie dziewczyny, bo teraz przy tym nawale pracy, często nie zauważamy szukających pod naszym dachem schronienia, "złośliwych chochlików"...odpędzajcie je miotłą od domu, żeby się nie zalęgły ;)
Pozdrawiam i spokojnej niedzieli Wam życzę